niedziela, 27 sierpnia 2017

Nowa zbuntowana!

Imię: Sinoite
Data urodzin: 13.05.2236 {17l.}
Wzrost: 1,59m
Stanowisko: Chemiczka
Charakter: Dusza Sinoite wciąż krwawi. Jest bowiem typem osoby przewrażliwionej na wszelkim punkcie, płaczliwej i obrażalskiej, ale przede wszystkim posiadającej słabą psychikę. Zacznijmy od tego, że Sinoite jest bardzo niestabilna emocjonalnie. W jednym momencie uśmiecha się ukazując urocze dołeczki, w drugim zaś rozpacza nad splugawieniem tego świata. Jej bunty choć częste łatwo stłumić, sprawić aby się wycofała. Zdarza się tak, że negatywne emocje zasnują ją i podduszą jak chemikalia, wtedy jedyne do czego jest zdolna to bezcelowa wegetacja. Od razu widać, że nie radzi sobie z intensywnymi uczuciami i odczuciami, które dostarcza jej egzystencja. Należy do osób gardzących przemocą oraz chamstwem. Jako że w życiu niewiele miała, zawsze cieszy się z każdej małej rzeczy - czy to zwykły komplement, czy nieudolny podarek. Nade wszystko Sinoite to smutny przykład człowieka, który dorasta po katastrofie.
Fobie: Towarzyszy jej paniczny strach przed samą sobą, boi się, że sama się skrzywdzi i dokona złych wyborów. Co dziwne Sinoite w ogóle nie przeraża wizja śmierci.
Hobby: Nie bez powodu trafiła do laboratorium; można z tego wywnioskować, że Sinoite uwielbia chemię i wszystko co z nią związane. Paradoksalnie do fobii także samookaleczanie, czynienie sobie krzywdy sprawia jej niejaką radość.
Historia: Dziecko przyszło na świat w tajemnicy, nikt prócz matki nie wiedział o jej narodzinach. Ktoś zawczasu nie dopilnował i kobiecie wczepiono wadliwy chip, dlatego była w stanie ochronić Sinoite. Wychowywała dziewczynkę w sekrecie, aż ludzie zorientowali się, że ma zepsuty chip. Karą za niepoinformowanie o tym dość istotnym fakcie było wywiezienie, przynajmniej w tym wypadku. Wciąż jednak nikt nie był świadom istnienia Sinoite. Osierocona dziewczyna była zmuszona szybko dorosnąć, co mocno odbiło się na jej psychice.
Rodzina: Ma tylko matkę, o ile ta jeszcze żyje.
Chłopak/Dziewczyna: brak
Sterujący: Cernunnos

niedziela, 20 sierpnia 2017

Od Michelle

    – I jak ci idzie?! - zawołałam zadzierając głowę do góry. 
Cisza. Oczywiście mnie nie słyszała, ale przecież nie mogłam za głośno krzyczeć bo jeszcze zwróciłabym czyjąś uwagę. Westchnęłam z poirytowaniem i wspięłam się po drabinie na dach parterowego budynku. Zastałam tam Jo majstrującą coś w skupieniu, niemal niewidoczną pośród góry kabli i urządzeń. Z bezprzewodowymi słuchawkami na uszach wyglądała jak pilot helikoptera. Zdjęłam jej te słuchawki szybkim ruchem niczym zdenerwowana matka.
– Pytam jak ci idzie! – powtórzyłam. – I nie słuchaj muzyki bo nie można się z tobą dogadać!
– Jak puszczałam z głośników to się wkurzałaś, że nas usłyszą – odparła z chytrym uśmieszkiem.
– To nie słuchaj w ogóle. Zamiast tego skup się na pracy! 
– Po pierwsze mi nie rozkazuj - jesteś młodsza, po drugie mi jesteś się łatwiej skupić z muzyką, a po trzecie  (odpowiadając na twoje pierwsze pytanie) dobrze mi idzie.
– No ja myślę – spojrzałam na niebo za nami. Ciemne chmury kłębiły się na niebie, owiał mnie chłodny wiatr. – Musisz się pospieszyć, burza nadejdzie lada chwila. 
– Daj mi pięć minut – oznajmiła z naciskiem na "pięć".
– Idę wnieść zapasy do środka i jak wrócę piorunochron ma być zamontowany – oznajmiłam ostro, na co siostra zasalutowała mi nawet na mnie nie spoglądając. 
    Schodząc na dół zastanawiałam się jak to jest być młodszą siostrą. To znaczy mentalnie młodszą siostrą. Jednak przenosząc łupy, które udało mi się zebrać z okolicy doszłam już do wniosku, że nigdy się tego nie dowiem. Nigdzie nie widziałam Sloanne i Nicka więc pomogłam Jo znieść sprzęt z dachu i umieścić wszystko z powrotem w jej - jak to nazywała - "pracowni". Potem udałyśmy się w umówione miejsce, czyli do starej sali operacyjnej. Tam też spotkałyśmy rodzeństwo. Dominick siedział na krześle obrotowym krześle z nogami na stole; jego siostra wybrała wygodniejsze siedzisko - jedno z tych co dostosowują się do siedzącego (wynalazek 22 wieku, który podbił świat tuż przed asteroidą - jak twierdziła Jo). 
– Co tak długo dziewczynki? – spytał chłopak zaprzestając na chwilę prób żonglowania kulkami papieru. – Czekamy tu na was już... – spojrzał na niewidzialny zegarek na ręce – ...wystarczająco długo, żeby zanudzić się na śmierć!
– Dobra, dobra już nie przesadzaj – odparła Jo kiedy zajmowałyśmy nasze miejsca przy stole operacyjnym. – A tak w ogóle, skąd ty wytrzasnąłeś to przedpotopowe krzesełko? Przecież to ma ze sto lat! 
– Powiedziała ta co słucha płyt CD z antykwariatu – odciął się.
– Halo! Przedszkole! Już cisza! – Tori zaklaskała w ręce zaprowadzając spokój na sali. 
– Tak racja – Nick ze stęknięciem spuścił nogi ze stołu. – Co mamy? Wszyscy wykonali zadania? 
– Piorunochron jest! Wszystko cacy, pierun w nas nie dupnie, zaufajcie mi, jestem mechanikiem – zameldowała Jo. 
– A wy dziewczynki? Macie coś ciekawego? – zwrócił się do mnie i Anne.
Bez słowa podniosłam z ziemi wielki wór, który zaraz głośno spadła na blat. 
– Dwie kurtki, dwie pary spodni, para rękawiczek, termos i jedna konserwa. 
– Nie dużo, nie dużo...
– Jak jesteś taki mądry, to może sam spróbuj zdobyć dużo rzeczy kiedy nadchodzi burza i nie masz na to czasu – odparłam lekko zirytowana jego zachowaniem.
Zamiast odpowiedzieć, przeniósł pytający wzrok na swoją siostrę, która do tej pory milczała. Jej zadaniem było rozejrzeć się po wschodniej części budynku, w takim samym celu co ja przeszukiwałam teren na zewnątrz. 
– Tam nie ma zbyt wiele ciekawych rzeczy. Właściwie to jest pusto – sięgnęła pod stół, a następnie uniosła rękę trzymając w niej jakieś dziwne urządzenie z urwanym zakręconym kabelkiem. – Znalazłam tylko to. Ktoś wie co to jest? Bo jeśli nie...
– To telefon – odpowiedziała Jo, a spotkawszy się ze zdziwionym wzrokiem nas wszystkich wyjaśniła – To znaczy sama słuchawka od telefonu. Robiono takie w dwudziestym i na początku dwudziestego pierwszego wieku. Nie wiem co to w ogóle tutaj robi... – w tym momencie przerwała, bo rozległ się grzmot tak głośny, że aż się wzdrygnęła. – Komputer! – wykrzyknęła z przerażeniem, zerwała się z krzesła i pobiegła w stronę swojej "pracowni". 
– No dobra, to może w tym czasie pan Ja Tu Dowodzę opowie nam co udało mu się osiągnąć? – Tori obrzuciła brata powątpiewającym spojrzeniem spod niebieskiej grzywki opadającej jej na oczy. 
– A! Plan! No jasne, coś ty sobie myślała? Że niby go nie skończyłem? – spojrzał na dwie kartki leżące przed nim na stole. – To musi być ten – mruknął pod nosem rozwijając jedną z papierowych kulek. 
Obie mierzyłyśmy go tylko wzrokiem, podczas gdy dłuższą chwilę starał się znaleźć plan północnej części budynku, który miał za zadanie zrobić. 
– Jest! – wykrzyknął nagle. Już miał zacząć nam opisywać co odkrył, kiedy usłyszeliśmy huk w drugim pokoju. Zabrzmiało to jakby coś spadło na podłogę. – Pewnie zapomnieliśmy tam zabezpieczyć okno – westchnął Nick. – Siostra, weź idź to zrób.
– Ani mi się śni! – spojrzała na niego jak na nienormalnego. – Poza tym jestem złodziejem, nie znam się na tym. 
– No już mi nie mów, że takiej prostej rzeczy jak zabezpieczenie okien nie umiesz zrobić – pokręcił głową, ale wstał i udał się do drugiego pokoju. Zanim jeszcze wyszedł, Tori pokazała mu język.  
Zostałyśmy we dwójkę. Siedziałyśmy chwilę w ciszy, ona zapewne nie wiedząc co powiedzieć, a ja...cóż po prostu nie jestem zbyt rozmowna. W takich chwilach ludzie, którzy lubią mówić czują się niezręcznie i zastanawiałam się czy ona właśnie tak się czuje. Mnie osobiście cisza bardzo odpowiadała, nigdy nie uważałam wypełniania ciszy bezsensownymi słowami za inteligentne. Tak zamyślona wsłuchiwałam się w wiatr i deszcz na zewnątrz. Burza już się zaczęła. 
     Nagły grzmot równoczesny z błyskawicą wyrwały mnie z zamyślenia. Światło zgasło, a ja odruchowo chwyciłam za pistolet, który zawsze nosiłam przy sobie. 
– Co jest kurde? – usłyszałam obok siebie głos Anne. 
– Masz latarkę? – odpowiedziałam pytaniem. 
– Nie. Czemu reszta się nie odzywa? 
– Nie wiem, chodź podejdziemy do drzwi – to powiedziawszy zaczęłam powoli przesuwać się wzdłuż ściany.
Usłyszałam, że dziewczyna podąża za mną. Wreszcie moja ręka natrafiła na pustkę co oznaczało, że stanęłam w progu.
– Nick?! Jo?! – zawołała Sloanne. Nikt jej nie odpowiedział. – Może coś im się stało? 
– Mam nadzieję, że nie – to, że nie odpowiadali, nie znaczyło od razu, że coś im się stało; było mnóstwo innych logicznych wyjaśnień, ale mimo to powoli zaczynałam się martwić. 
– Idziemy ich poszukać – zdecydowała. – Pomóż mi znaleźć coś co będzie świecić. 
Uznałam, że to dobry plan więc skinęłam głową zapominając, że w tych ciemnościach dziewczyna mnie nie widzi. Kiedy tylko się odwróciłam usłyszałam za sobą jakiś szelest. Zrobiłam więc obrót z powrotem i ujrzałam przed sobą bladą twarz. Usta rozszerzyły się w straszliwym uśmiechu, oczu nie widziałam spod włosów przyklepanych czarnym kapturem. Zazwyczaj mogę się powstrzymać od wyrażania lęku, ale to buło tak niespodziewane, że wydałam z siebie krótki krzyk, jednocześnie unosząc pistolet. Sloanne stojąc już kawałek za mną również krzyknęła. Natomiast przerażająca postać tylko się roześmiała, zrzuciła kaptur i spuściła latarkę w dół, tak by nie podświetlała twarzy. Całe napięcie w jednej chwili zniknęło.
– Ale to było dobre – powiedział Nick ocierając łzy śmiechu.  
– Oszalałeś?! – spytałam. – Wiesz jakie to było nieodpowiedzialne?! Przecież mogłam cię zabić!
– Dominick ty durniu! – dodała Tori. – Co ja ci mówiłam o straszeniu? 
– No już tak nie przesadzajcie – ewidentnie nie dostrzegał powagi sytuacji. – Przecież nic się nie stało. Od kiedy to postraszyć się nie można? 
– Od kiedy nie masz chipu! 
– Dobra stop! – przerwałam im. – Widziałeś gdzieś Jo? 
– Przy tych egipskich ciemnościach to ja nawet swoich stóp nie widzę.
– Jestem! Korki wywaliło! – dało się słyszeć głos mojej siostry dochodzący z drugiego końca korytarza. 
– Nic ci nie jest?! – spytałam i wyrwawszy chłopakowi latarkę z ręki już biegłam w stronę "pracowni". 
– Kontakt trochę potraktował mnie prądem i straciłam przytomność, ale oprócz tego to spoko! – usłyszałam odpowiedź. 

(I właśnie w tym momencie moje pomysły wyginęły jak dinozaury) Sloanne? Dominick?  

I kolejne nowe buntowniczki!

Imię: Joanne (wszyscy mówią na nią Jo)
Data urodzin: 22.06.2230 (23 lata)  
Wzrost: 1,73 m
Stanowisko: Mechanik
Charakter: Jest to osoba wyjątkowo optymistyczna, zważywszy na to, że połowę swojego życia spędziła zachipowana. Jej wspomnienia dotyczą w większości pierwszych siedmiu lat życia, które składały się z dosyć szczęśliwych chwil, więc jest w niej tylko trochę więcej negatywnych emocji niż w siedmiolatku. Potrafi żartować na prawie każdy temat i uwielbia się śmiać. Jest bardzo wyluzowana jak na kogoś, kto właściwie żyje nie legalnie. Otwarta, przyjacielska, chętnie nawiązuje znajomości, po prostu dusza towarzystwa! Ma głowę pełną pomysłów, które śmiało prezentuje, bez względu na to czy są dobre, czy nie, ponieważ nie boi się porażki. Niektórzy uważają, że jest naiwna, przez to, że do wszystkiego podchodzi z dziecięcą niemal ufnością i ciekawością. Dopiero od dwóch lat funkcjonuje bez chipu; trudno więc się dziwić, że wszystko wydaje jej się tak niesamowicie ciekawe, zwraca uwagę na drobiazgi i cieszy się z każdej chwili.
Może i nie posiada zbyt wiele wspomnień, ale wszystko czego się nauczyła, a trochę tego było, zostało jej w głowie. Jo jest więc całkiem mądra, zna się na fizyce, informatyce i wielu rzeczach związanych z techniką. Niestety nie ma doświadczenia jeżeli chodzi o przetrwanie i nie poradziłaby sobie bez siostry.
Mimo, że przyzwyczaiła się do swojego nowego trybu życia, wciąż jeszcze podczas kłótni z siostrą wypomina jej porwanie; to, że ona wcale się nie zgodziła na wyjęcie chipu, oraz, że to przez Michelle ma teraz trudniejsze życie. Jednak po dłuższym zastanowieniu zawsze dochodzi do wniosku, że to ona postąpiła źle kiedy nie uciekła wraz z siostrą z domu. Żałuje, że zmarnowała tyle czasu, oraz że stała po stronie prezydenta. 
Fobie: Boi się ludzi, którzy jedzą kanapki z Nutellą i masłem; a tak na serio potwornie boi się wszelkiego robactwa; i to nie tylko pająków, ale też pełzających kreatur jak ślimaki, dżdżownice i inne karaluchy. Oprócz tego nie mieści jej się w głowie jacy ludzie potrafią być okrutni i nie chce stać się taka sama. Oczywiście przeraża ją też wizja śmierci i to nie tylko swojej własnej.
Hobby: Żyjąc z LN ograniczała się jedynie do podstawowych czynności życiowych, więc nie miała swoich zainteresowań. Jedną z pierwszych "atrakcji" jakie odkryła zaraz po usunięciu chipa była muzyka. Tak więc Jo od tamtej pory zdecydowanie uwielbia nie dość, że słuchać przeróżnych gatunków muzycznych to jeszcze śpiewać. Polubiła także różnego rodzaju sporty od zwykłego biegania czy jazdy na rolkach po taniec lub koszykówkę.
Historia: Jako dziecko była zawsze grzeczna i posłuszna. Tak jak jej rodzice wierzyła, że prezydent jest dobry i tak jak większość ludzi funkcjonowała z LN. Nie pamięta zbyt wiele z tamtych lat, są dla niej trochę jak bardzo długi sen. Zapamiętała tylko ucieczkę z domu przyrodniej siostry, oraz jej powrót po wielu latach. Ponieważ wtedy właśnie Michelle obudziła ją z tego "snu" i pozwoliła jej naprawdę żyć. Jednak nie od razu uznała, że to dobry pomysł. Na początku -przekonana, że bez chipów nie da się normalnie funkcjonować - była wściekła na siostrę. Nie chciała jej w nic uwierzyć, groziła, że poskarży się rządowi, była zagubiona i przytłoczona realiami świata, w którym się urodziła, a którego "nie widziała" wiele lat. W krótce jednak dała się przekonać i zmieniła swoje zdanie. Uwierzyła w to, że prezydent wcale nie jest taki święty, oraz że może zacząć swoje życie od nowa. 
Rodzina: przyrodnia siostra - Michelle, matka zmarła przy porodzie, a ojca i macochy nie widziała odkąd została porwana przez siostrę z domu
Chłopak: brak
Sterujący: matisa10 


Imię: Michelle
Data urodzin: 01.12.2234 (19 lat)
Wzrost: 1,66 m
Stanowisko: Dowódca wojowników (potrafi posługiwać się bronią palną i nauczyła się rzucać nożami)
Charakter: Michelle zawsze była inteligentna. Już jako małe dziecko zorientowała się co dorośli chcą jej zrobić i zdecydowała do tego nie dopuścić. Przez to, że z własnej woli rzuciła się na głęboką wodę, szybko stała się samodzielna. Nie mogła płakać w kącie i czekać aż zagrożenie  minie - tak jakby to zrobiła większość dzieci w jej wieku. Musiała wziąć się w garść i walczyć; stała się twarda i odważna, ale niestety również nieco nie ufna i ostrożna. Każdego dnia nie wiedziała co ją czeka, każda osoba mogła ją albo nakarmić, albo zabić. To dlatego jest mniej otwarta i bardziej podejrzliwa niż jej przyrodnia siostra. Bywa trochę nieśmiała; dopiero kiedy jest pewna, że ma rację potrafi postawić na swoim. Nauczyła się, że czasami nie powinna się martwić o innych tylko o samą siebie, przez co bywa uważana za egoistkę. Jednak obietnice traktuje poważnie i zawsze stara się ich dotrzymać.  
No dobra, bo po przeczytaniu tego wydaje wam się, że to taki smutas, co wasze chodzi z kamienną miną, martwi się tylko tym jak przeżyć następny dzień i przestrzega prawa dżungli. Otóż to nie do końca prawda. To, że Michelle nie śmieje się często, nie znaczy, że nie potrafi. Od swojej przyrodniej siostry nauczyła się, że czasami można trochę wyluzować i po prostu się dobrze bawić, ale nie za bardzo! Czasem bywa zła na Jo za to, że jest taka naiwna i pochopna. Jest realistką, nie optymistką, więc wiele pomysłów siostry wydaje jej się niewykonalnych lub zwyczajnie głupich. Jest to jednak tylko jeden z wielu powodów jej złości. Nie należy do ludzi cierpliwych, a co za tym idzie dosyć łatwo się denerwuje. Nie przepada też za bezczynnym siedzeniem w miejscu; preferuje raczej ryzyko i adrenalinę.
Fobie: Ma silną wolę i stara się zwalczać, a przynajmniej tłumić wszystkie swoje lęki. W ostateczności zamienia je na złość. O ile klaustrofobia nie jest jeszcze taka najtrudniejsza do przezwyciężenia, to już lęki społeczne tak. Boi się zaufać innym, przez co twierdzi, że sama daje sobie radę najlepiej; stara się także nie przywiązywać za bardzo do ludzi, z obawy, że może ich stracić. Spotkała wielu ludzi i przeżyła już kilka takich przypadków, że ktoś jej pomógł, kogoś polubiła, a zaraz potem straciła.
Hobby: Michelle lubi sobie czasem coś narysować. Nie robi tego często, ale kiedy już się zabierze za jakiś rysunek to wykonuje go z wielką starannością i dopracowuje wszystkie szczegóły. Pisze też wiersze, ale nikomu ich nie pokazuje, nawet Jo (wie, że gdyby dowiedziała się o nich jej siostra, następnego dnia znałby je cały świat). Interesuje się również astrologią i astronomią. 
Historia: Według rodziców była zapewne "tym gorszym" dzieckiem. W rzeczywistości jednak była bardzo mądra, kiedy w wieku sześciu lat postanowiła nie dać sobie wszczepić chipu i uciec z domu. Zdała sobie sprawę z tego co ją spotka i wybrała wolność. Chciała zabrać, ze sobą starszą siostrę, ale ta w ogóle jej nie rozumiejąc poskarżyła się rodzicom, tylko utrudniając w ten sposób Michelle ucieczkę. Przez dziesięć lat radziła sobie jak mogła. Dużo podróżowała, zmieniała tożsamość, spała w wielu miejscach, poznała wielu różnych ludzi; niektórzy z nich byli godni zaufania i gotowi jej pomóc, a inni wręcz przeciwnie. Były momenty kiedy myślała, że już po niej i sama przyznaje, że to częściowo dzięki szczęściu udało jej się przetrwać tak długo. Po długim czasie wreszcie znalazła szansę, by wrócić po siostrę, tak jak to miała już od dawna zaplanowane. Wiedząc, że Jo się na to nie zgodzi, porwała siostrę i bez jej zgody wyzwoliła ją od Lux Novum. Długo nie mogła przekonać starszej siostry, że zrobiła to dla jej dobra, jednak kiedy już jej się udało, wreszcie zaczęły pomagać sobie nawzajem, żeby jakoś przetrwać na tym świecie.
Rodzina: przyrodnia siostra - Joanne, rodziców nie widziała od ucieczki z domu
Chłopak: Cóż...jej ostatni chłopak umarł od porażenia piorunem dwa lata temu. Od tamtej pory stara się unikać związków.
Sterujący: matisa10

sobota, 19 sierpnia 2017

Powitajmy nowych buntowników!

Zastanawiałam się jaki sens ma publikowanie tego posta skoro nie ma ich kto powitać, to po pierwsze, a po drugie czy jeśli pierwsi to można ich też nazwać nowymi...? Nie mam pojęcia. Tak samo nie wiem czy to co czytasz ma jakiś ukryty cel, którego my oboje nie dostrzegamy, czy może jest to zupełnie bezcelowe. W każdym razie jest. Możesz przeczytać, albo nie ;)
A Ludi

Imię: Sloanne Vittoria (Anne, Slo albo Tori)
Data urodzin: 24.08.2235 r. (18 lat)
Wzrost: 167 cm
Stanowisko: Złodziej
Charakter: Dla Anne wszystko to wciąż za mało, zawsze chce więcej. Jest gwałtowna i porywcza, a na dodatek nie grzeszy cierpliwością. To wszystko razem brzmi jak trudny do zniesienia typ człowieka i Sloanne z pewnością nie jest "tą łatwą", przynajmniej w niektórych aspektach. Tragedia, która dosięgnęła właściwie cały świat odbiła się piętnem na jej ciele, tworząc raczej skomplikowaną osobowość. Ale przecież każdy cierpiał równo w świecie przyciśniętym śmiercią i ruinami. Tori potrafi świetnie grać, tylko to trzyma ją przy życiu. Więc śmieje się i żartuje starając się nie myśleć o strachu i niepewności, które chowa głęboko. Robi wszystko żeby nikt nie dostrzegł jej słabości i można powiedzieć, że całkiem dobrze jej to wychodzi. Zbywa "nie", krótkim prychnięciem i robi to na co ma ochotę. Podejmuje szybkie i impulsywne decyzje, jednak nigdzie nie rusza się bez planu. W brew pozorom, wszystko co robi jest pokładane i logiczne, ale usilnie próbuje to ukryć w chaosie, który roztacza wokół siebie.
Fobie: Sloanne boi się uczuć, najbardziej miłości. Czy to dlatego, że jest niepoprawna, że wyciąga z człowieka to co najbardziej chce się ukryć...? A wizja tego, że ktoś mógłby zobaczyć w niej inną osobę niż ona sama chciałaby widzieć ogrania ją przerażeniem. Boi się, że nigdy nie sprosta swoim własnym wymaganiom, że nie będzie dość dobra. W zasadzie z powodzeniem można ją nazwać tchórzem.
Hobby: Najbardziej ze wszystkiego lubi osiągać cele. Kocha uczucie zdobywania. Lubi też wygrywać co w połączeniu tworzy dość silne zamiłowanie do hazardu i zakładów. Całkiem dobrze jej idzie śpiewanie, szczególnie kiedy gotuje, co jednak rzadko jej się zdarza bo ze wszystkich talentów najbardziej brakuje jej kulinarnego.
Historia: "Mocniej zacisnęłam palce na nadgarstku mężczyzny i minęłam wejście do budynku. Usłyszałam cichy pisk kiedy zamroczona alkoholem głowa mojego wspólnika w zbrodni obiła się o framugę, a później bezwładnie opadła na klatkę piersiową. Pociągnęłam go za sobą.  Był mi potrzebny.
-No i co z tym seksem?- wybełkotał, zataczając się. Popatrzyłam na niego z pobłażliwym uśmiechem, którego i tak nie będzie pamiętał i jedynie pokręciłam głową. Siedemnaście lat życia w post apokaliptycznym świecie nauczyło mnie jak osiągać to czego chcę i przeżyć.
-Wam zawsze chodzi o seks- mruknęłam bardziej do niego niż do siebie, zatrzymując się przed drzwiami windy. -Rozumiem, każdy ma swoje potrzeby, ale ty... Ty jesteś po prostu obleśny. I za dużo pijesz. Wystarczy ci kupić parę drinków.
Odnalazłam drzwi z numerem 666 i weszłam do środka znów używając chipu mężczyzny. Ludzie, którzy lata temu chcieli mi podarować mój własny prawdopodobnie dalej gnili w piwnicy opuszczonego domu na końcu jednego z nieuczęszczanych zaułków Manhattanu. Może to nauczyło ich, że nawet zdanie siedmioletniej dziewczynki  powinno się liczyć. Widziałam co zrobili z moim bratem i za nic nie pozwoliłabym im potraktować mnie tak samo. Od tamtej pory oszukiwałam i kradłam, mając nadzieję, że uda mi się uniknąć konsekwencji. Odnalazłam plik na którym mi zależało. Gdyby szpital nie był niemal całkiem pusty już by mnie tutaj nie było. Szybko odnalazłam właściwą stronę. Więc naprawdę nie żyli. Moi rodzice zginęli.
-Muszę odnaleźć brata- wyjaśniłam zostawiając lekarza i zatrzaskując za sobą drzwi. Przynajmniej nie będzie miał daleko do pracy kiedy obudzi się z obezwładniającym bólem głowy".
Rodzina: Niestety los obdarzył ją nad wyraz irytującym bratem, który chyba zatrzymał się w rozwoju kiedy ona przyszła na świat. Nick zdawał się nigdy nie wykraczać umysłowo poza możliwości dwulatka. Tak właściwie to smutne, jakby się nad tym głębiej zastanowić. "Moja rodzina jest żałosna" - zwykła powtarzać Anne, a jednak bardzo kocha swojego brata, choć nie przyznałaby się do tego nawet pod karą śmierci. Może to dlatego, że życie nie ma dla niej większego znaczenia...?
Chłopak/Dziewczyna: brak
Sterujący: who?


Imię: Dominic (Nick)
Data urodzin: 2.03.2233 r. (20 lat)
Wzrost: 184 cm
Stanowisko: Inżynier
Charakter: Nick kocha podważać zdanie innych, a nawet jeśli się z czymś zgadza zawsze rozważa wszystkie możliwe opcje, patrzy z każdej perspektywy. Dla niego zawsze istnieje więcej niż jedna możliwość, chce wszystkiego co może dostać i tyle też zabiera. Dominic żyje całym sobą, dla każdego dnia, każdej sekundy i wszystkie, co do jednej, chce wykorzystać jak najlepiej umie. Jest w bezustannym ruchu, a myśli w jego głowie pędzą równie szybko jak on sam. Lubi analizować każdy szczegół, dopracowywać najmniejszy detal. Można by go nazwać idealistą, a jednak jest bardzo niechlujny i często nie przykłada wielkiej wagi do tego co robi, czy może raczej stara się, jednak zwykle jest zbyt dużo rzeczy które go rozpraszają. Tak, bez wątpienia ma problemy z koncentracją. Choć początkowo może się to wydać niemożliwe (Nick nie wierzy w niemożliwości) w jego postępowaniu można odnaleźć jakąś logikę, ukryte zasady. On bardzo lubi zasady i wszelkie układy, właściwie wszystko co obejmuje interakcję z innymi ludźmi. Nick uwielbia towarzystwo, a jeszcze bardziej lubi znajdować się w samym jego środku. Mimo to nie jest egoistą. Oddałby siebie całego pierwszej nowo napotkanej osobie gdyby tylko mógł. Może właśnie z tego powodu zyskał opinię raczej puszczalskiego chłopaka. On po prostu lubi nowe znajomości, nic więcej.
Fobie: Boi się śmierci i zapomnienia, że niczego w życiu nie osiągnie, że nie będzie miał znaczenia. A poza tym nie przepada za burzą i unika ciemności.
Hobby: Poza irytowaniem ludzi dookoła i wygłupianiem się Nick bardzo lubi rysować. Niemal tak bardzo jak tlenu, potrzebuje przeświadczenia, że robi coś kreatywnego, że stwarza rzeczy, których wcześniej nie było. Musi COŚ robić. Pewnie dlatego w swoim dwudziestoletnim życiu próbował wielu rzeczy i znajdował sobie coraz to nowe hobby. Rysowanie było dla niego jedynym stałym czynnikiem. Gotowanie, eksperymenty chemiczne, czy nawet lotnictwo pojawiły się tak szybko jak znikły, chociaż nadal kocha latanie nawet jeśli nie siedzi za sterem, czy może szczególnie wtedy.
Historia: Nic nadzwyczajnego: chociaż urodził się długo po uderzeniu asteroidy zawsze miał wrażenie, że rozbiła coś więcej niż pół Stanów Zjednoczonych. Czuł jakby gdzieś pod gruzami leżały zakopane jego marzenia. W ciężkim czasie powrotu do potęgi Manhattanu sprzed wybuchu epidemii wirusa QRT nikogo nie obchodziło co ma do powiedzenia, nikt nie zapytał: "No Nick, co takiego chciałbyś robić?". Więc sam zadał sobie to pytanie i doszedł do wniosku, że zostanie artystą. Dorośli wkładali mu w dłonie broń, powtarzając, że przecież już jest mężczyzną, a w każdym razie niebawem powinien się nim stać i nie osiągnie tego jeśli będzie trzymał nos w szkicowniku. Był jednak uparty. W końcu kiedy nadeszły jego szóste urodziny ostateczną wygraną odnieśli oni. Wraz z pojawieniem się chipa w Dominicu umarły wszelkie marzenia. Nauczył się strzelać i robił co mu kazali. Walczył z wyjętymi spod prawa, z tymi którzy sprzeciwili się systemowi. Zabijał. Dopóki lufa jego pistoletu nie wycelowała w Sloanne. Nie potrafił pociągnąć za spust. To uczucia, których powinien był się wyzbyć pozwoliły mu dostrzec co tak naprawdę robi, więc pozbył się Lux Novum i został artystą, chowając się w obozie przed światem, który wciąż wył w jego snach to samo słowo. Zabij!
Rodzina: siostra Sloanne i martwi rodzice - lepsze to niż nic
Dziewczyna: Dominic w życiu nie przepuściłby okazji na dobry romans. Tak, można powiedzieć, że krótkie i intensywne relacje odpowiadają mu znacznie bardziej, jednak zdaje sobie sprawę, że nie będzie żył wiecznie, szczególnie w świecie w którym z założenia nie ma prawa bytu. Jest więc rozdarty między tym czego chce, a tym czego potrzebuje, bo przecież nikt nie może żyć bez miłości.
Sterujący: who?

czwartek, 17 sierpnia 2017

Zapraszamy!

Ciach!
(opada czerwona wstążka)
Panie i Panowie niniejszym uważamy blog za otwarty! Nie mamy pojęcia czy sprawi to, że zakiełkuje w nim życie czy nie, jednakowoż zawsze warto spróbować :)
Więc dołączajcie, jeśli taka wasza wola! Albo nawet jeśli nie jesteście do końca przekonani. Bo jedno możemy wam zagwarantować: będzie fajnie.

Dziękujemy za uwagę,
administratorki