Wodziłem ołówkiem po kartce próbując z bezkształtnego szkicu wydobyć jakąś głębię. Siedziałem w zniszczonej części szpitala na najwyższym piętrze zwieszając nogi za nierówną krawędź nagle kończącej się podłogi. Przede mną rozciągało się pochłonięte w porannej szarości miasto. Zagryzłem dolną wargę wracając do rysowania. Ciemne linie zaczęły przypominać całkiem skomplikowaną maszynę, kiedy słońce w całej swojej okazałości ogrzewało moją twarz.
- Nie śpisz - usłyszałem głos Jo tuż za mną. Odwróciłem się, obserwując jak siada obok i wbija wzrok w rozciągające się przed nami miasto w końcu popatrzyła na mnie. W jej oczach lśniły promienie słoneczne.
- Nie śpię - uśmiechnąłem się do niej leniwie - Jesteś niezwykle spostrzegawcza.
- A ty wybitnie głupi - odcięła się.
- Hej, hej! - uniosłem dłonie w obronnym geście. Szkicownik opadł na podłogę, a rysik przeturlał się poza jej krawędź. Obiecałem sobie, że znajdę nowy. Miałem tylko nadzieję, że nie trafi jakiegoś przechodnia w oko - Gdyby nie twoja wyraźnie wadliwa inteligencja mogłabyś wziąć moje słowa za całkiem zadowalający komplement.
- Och nie - zaśmiała się potrząsając związanymi w kucyk lokami - Ty to odwracasz. Ja jestem zwyczajnie zbyt mądra.
- Skoro tak mówisz... - wzruszyłem ramionami podczas gdy moje ego klepało ją po głowie z pobłażliwym "mój ty głuptasku!". Mówiła przecież, że jest inteligentna i na pewno nie jest twoja! Nick, ty jednak jesteś idiotą...
- Przyniosłam ci kawę - podała mi kubek nad którym unosiła się para. Pociągnąłem łyk i skrzywiłem się mimowolnie. Słodka, ale w sumie czego można by spodziewać się od takiej dziewczyny. Słodka. Miałem wrażenie, że coraz bardziej ją lubię. Wolałem nie zastanawiać się nad tym czy to kwestia zbyt małej ilości, mojego pozostawiającego wiele do życzenia poczucia racjonalności, czy może to wszystko wina jej bez wątpienia olśniewającej urody. Posłałem jej jeden jeden z moich bardziej wyjątkowych uśmiechów, kiedy popijała swoją kawę obserwując mnie uważnie.
- Dzięki - mruknąłem szybko przełykając napój - Ale skąd wiedziałaś, że mnie tu znajdziesz?
- Żeby to odkryć nie trzeba być zbyt spostrzegawczym - prychnęła, zagarniając za ucho kilka niesfornych pasemek które wymknęły się z jej kucyka - Jak nauczysz się chodzić ciszej i wymyślisz sobie inne miejsce do którego będziesz się nieudolnie zakradał za każdym razem kiedy nie możesz spać to pogadamy.
- Wcale nie jestem aż tak przewidywalny - oburzyłem się..
- Wmawiaj sobie co tylko chcesz.
- A żebyś wiedziała. Tak właśnie zrobię - dopiłem kawę podnosząc się i podałem dłoń Joanne - Chodźmy na zewnątrz. Mam już dość siedzenia.
Odłożyliśmy kubki do prowizorycznej kuchni i wyszliśmy ze szpitala.
- Czemu to robimy? - musiałem przyznać, że wygląda uroczo kiedy marszczy brwi w konsternacji.
- Żeby rozprostować nogi, pooddychać świeżym powietrzem i cieszyć się wolnością. Nie mamy chipów! Czyż to nie cudowne? - gwałtownie schyliłem się po mój rysik który w trzech kawałkach leżał na chodniku dokładnie w miejscu w którym się spodziewałem. Nigdzie w okolicy nie znalazłem żadnego przebitego oka co oznaczało, że nie jestem winny śmierci jakiegoś człowieka. Ten dzień zapowiadał się całkiem nieźle. Schowałem szczątki mojego rysowniczego narzędzia do kieszeni kurtki i kilkoma dłuższymi krokami dogoniłem Jo.
- Rozprostowywanie nóg w połączeniu z brakiem Lux Novum to bardzo zły pomysł. Zaraz nas namierzą, zobaczysz. Poza tym powietrze wcale nie jest czyste i doskonale o tym wiesz! - naburmuszyła się.
- Spokojnie, mała. Wszystko będzie dobrze - objąłem ją ramieniem. Jo tylko przewróciła oczami.
Joasiu, słońce...? Co dalej?
Tylko nie bierz Nicka za bardzo na serio. Nie zapominaj, że straszny z niego flirciarz. On zakochałby się we własnej stopie gdyby tylko nie była jego i nie widywałby jej co rano wstając z łóżka. Wtedy to nie byłaby już jego stopa... No nie ważne, wiesz co mam na myśli ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz