sobota, 9 września 2017

Od Sinoite CD Slo

Kubek Sinoite trafił na zrobiony z drewna prowizoryczny stolik. Postawiła go tam wcześniej, zanim Slo dała jej do rąk szorstki ręcznik. Tak naprawdę nie lubiła też herbaty. Ani kawy. Przez nieszczelne okna do pokoju wpadł podmuch zimnego wiatru, który przesunął się po odkrytych częściach jej ciała, a więc ramionach oraz szyi. Chciała potrzeć te miejsca ręcznikiem, ale niebieskowłosa dziewczyna ją ubiegła. Dotyk Slo wprawił ją w dziwne drżenie, jednocześnie zmieszanie, nie była na niego gotowa. Przypuszczalnie nigdy nie będzie. Gdzieś w głębi jej umysłu zamigotała nieśmiała pożądliwość, choć Sin nie potrafiła jej prawidłowo schwycić. Niedoświadczona, przestraszona i niewidzialna. Taka była.
Należała do pulchniejszych osób, ale nie miała kompleksów, które tworzą się przez życie w społeczeństwie. Przecież ona w żadnym społeczeństwie nie żyła. Wyzwiska padały, poniżanie nie robiło na niej wrażenia. Nie kiedy świat był zniszczony, a jej dusza jeszcze bardziej. Więc może rzeczywiście była piękna; brzydko piękna.
- Nie bywam często na powierzchni - wyszeptała Sin ze śmieszną powagą. Jakby bała się, że kogoś obudzi albo coś przerwie. Powoli zaczynała się czuć bezpiecznie, ogrzewana ciałem drugiej. Slo zaprzestała nieśpiesznych, posuwistych ruchów dłoni, ale wciąż nie zdejmowała ich z jej ramion.
- Tam jest lepiej? - zapytała cicho przez spierzchnięte wargi.
- Nie ma deszczu - parsknęła Sin, zakładając zbłąkany kosmyk włosów za ucho. Trzęsła się już cała, ale nie z zimna. Kierowana impulsem odwróciła się do dziewczyny twarzą, jednocześnie wyrywając z uścisku i stanęła, prawie stykając się z nią czołami. To w tamtym momencie spojrzenie iskrzących oczu Slo ją usidliło. Ale ona nie była spłoszoną sarenką, bo te sidła jej się podobały. Wspięła się na palce, po czym ostrożnie i pewnie nieco niezdarnie uniosła dłoń i jej zewnętrzną stroną pogładziła policzek niebieskowłosej. Nie odważyła się zrobić niczego innego.
Slo?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz