wtorek, 5 września 2017

Od Sloanne CD Sinoite

- Zazwyczaj nie zaczynam w ten sposób znajomości - oznajmiłam, mając nadzieję, że w ten sposób ośmielę ją nieco. Przynajmniej nie te na których mi zależy, przeszło mi przez myśl. No właśnie: zależy mi czy nie? Poczułam irytację obserwując jak Sionite niemal bez ruchu wpatruje się we mnie. Pobladła nieco, jednak poza tym wszystko pozostało takie samo. Jej wzrok utkwiony był w mojej twarzy jednak zdawała się wcale mnie nie dostrzegać, nadal... Zrób coś! - błagałam w myślach.
- Podoba mi się twoje imię - oznajmiłam, upijając kolejny łyk drinka.
- Dziękuję - równie dobrze mogłaby wpatrywać się w barowy stołek, jednak na jej ustach zamigotał delikatny uśmiech. Znów zapragnęłam poczuć ich słodki smak.
- To wódka? - spytałam podsuwając sobie jej szklankę z zainteresowaniem.
- Woda - odparła z niemal niedosłyszalnym rozbawieniem - Nie piję.
- Naprawdę? - zdziwiłam się - Więc nie będziesz się tutaj dobrze bawiła. Myślałam, że uda mi się zaciągnąć cię do tańca, ale to może innym razem. Chodźmy.
W trzech potężnych łykach opróżniłam moją szklankę, skrzywiłam się lekko i bez zastanowienia chwytając Sinoite za przyjemnie ciepłą dłoń pociągnęłam ją za sobą. Miała niezwykle gładką skórę. Zastanawiałam się od kiedy obudziły się we mnie takie pokłady romantyzmu. Zazwyczaj właśnie w tej chwili wychodziłabym z toalety poprawiając rozmazaną szminkę nie myśląc nawet o osobie która została w środku. Sin była inna czy może to ja się zmieniłam. Albo to tylko kwestia czasu kiedy wszystko wróci do normy. Kiedy owiało nas zimne, nocne powietrze, a oszpecone rdzą drzwi zatrzasnęły się z hukiem Sinoite wyrwała dłoń z mojego uścisku.
- Gdzie idziemy? - spytała niepewnie rozglądając się dookoła. Ciekawiło mnie jak dużo czasu spędza na powierzchni ryzykując złapanie przez rządowców.
- Niespodzianka - uśmiechnęłam się tajemniczo. Tak bardzo chciałabym zrobić na niej wrażenie... Zupełnie chore pragnienie, co się ze mną dzieje? W połowie drogi do szpitala zaczęło padać, więc jeszcze przyśpieszyłyśmy. Dziwiłam się, że mimo niepewności Sinoite zgodziła się ze mną iść. Choć nie zdawała się ufać mi nawet w najmniejszym stopniu, uznałam to za moje małe zwycięstwo. W drzwiach przepuściłam ją przodem, jednak potem ruszyłam pierwsza w stronę mojego pokoju. Przemierzałyśmy pozornie pusty szpital w całkowitej ciszy. Był środek nocy, a moi przyjaciele pewnie głęboko spali. Wyobrażałam sobie naszą rozmowę:
"Sin: Gdzie my jesteśmy?
Ja: W miejscu w którym będziesz bezpieczna. Nie bój się.
Sin: Wcale się nie boję.
Ja (z nutą kpiny): Tylko głos ci drży.
Chwila ciszy
Ja: Chcesz coś do picia? Nie alkoholowego?
Sin: Masz herbatę?
Ja: Jasne".
Ale najwyraźniej wcale tego nie potrzebowałyśmy, bo żadna z nas nie odezwała się ani słowem. Zatrzymałyśmy się w kuchni gdzie wedle mojego scenariusza zaparzyłam herbatę, a z szafki wygrzebałam ręczniki. Podałam jej kubek i ręcznik po czym zaprowadziłam do mojego pokoju. Na środku dużej i prawie pustej sali leżał materac z rozrzuconą na nim pościelą i stolikiem zrobionym z drewnianej skrzynki na którym stała lampka. Przez duże okna na drewnianą podłogę padały światła ulicznych latarni. Przy ścianie stała wielka szafa a obok niej piętrzyły się stosy książek.
- Witaj w moim królestwie - zatoczyłam dłonią krąg w ciemności, jednak nie byłam wcale pewna czy to zauważyła. Stanęła przy oknie chłonąc wzrokiem widok miasta nocą rozciągający się za nim. Podeszłam bliżej, nie mogąc znieść dzielącej nas odległości. To tylko kilka metrów wariatko, skarciłam samą siebie. Powoli wyjęłam jej z dłoni ręcznik i zarzuciłam na ramiona.
- Głupi deszcz - mruknęłam, przygryzając dolną wargę i pocierając jej lodowatą skórę. Nie mogłam się oprzeć hipnotyzującemu spojrzeniu jej wielkich oczu - Jesteś piękna - wyszeptałam, nie myśląc o tym co mówię.

Sin? Nie wiem co mnie poniosło w tak romantycznym kierunku... Miałam na to zupełnie inny pomysł na początku, ale mówi się trudno, tak chyba też jest nieźle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz