sobota, 9 września 2017

Od Sloanne CD Sinoite

Chwyciłam jej ciepłe palce, przez chwilę bojąc się nawet odetchnąć. Chciałam żeby ten moment trwał wiecznie, jednak zbyt dotkliwie zdawałam sobie sprawę jak szybko mają w zwyczaju uciekać chwile, które tak mocno pragnęlibyśmy zatrzymać. Więc nie zwlekając dłużej złączyłam nasze drżące od nienazwanych uczuć wargi w pełnym rosnącej namiętności pocałunku. Jeśli życie dało mi tylko jedną szansę  by być naprawdę szczęśliwą nie miałam zamiaru jej zmarnować, bo cholera, jutro możemy być martwi. Sin odsunęła się ode mnie z trudem łapiąc oddech. Na jej policzkach zakwitły mocne rumieńce i byłam niemal pewna, że sama wyglądam podobnie. Ona jest cudowna, przemknęło mi przez myśl, jednak zdusiłam w zarodku palącą chęć ponownego przyciągnięcia jej do siebie.
- Dam ci suche ubrania - zaoferowałam patrząc jak drży na całym ciele. Podeszłam do szafy i wygrzebałam z niej bieliznę, spodenki i bluzę Dominica, którą zakosiłam mu przy sortowaniu prania po tym jak podwędził mi ulubioną czapkę. Podałam ubranie Sinoite.
- Pożyczyłabym ci stanik, ale nie będzie pasował - zmierzyłam ją wzrokiem, a po chwili milczenia dodałam - Łazienka jest tam - wskazałam kciukiem drzwi za plecami i odwróciłam się obserwując jak bez przekonania zmierza w ich kierunku. Uśmiechnęłam się mimowolnie i również dla siebie wybrałam coś suchego. Naciągałam spodnie od dresu kiedy do pokoju wróciła Sinoite. Miałam wrażenie, że lekki powiew wiatru mógłby mnie w tej chwili zwalić z nóg, a uporczywy ucisk w żołądku lada moment pomoże mi pozbyć się dzisiejszego śniadania. I wtedy zdałam sobie sprawę, że zupełnie niespodziewanie polubiłam ją bardziej niż bym sobie tego życzyła.
- A może to wina alkoholu - westchnęłam cicho, kończąc zakładać spodnie. Spod stolika nocnego wydobyłam małe, blaszane pudełko z którego powoli odchodziła farba.
- Chodź, coś ci pokażę - zaproponowałam, prowadząc ją przez pokój do wyjścia. W mroku odnalazłam drzwi prowadzące na wąskie schody pożarowe.
- Mam nadzieję, że nie masz lęku wysokości - mruknęłam wspinając się na górę.
- Tylko trochę - słyszałam, że głos jej drży. Weszłyśmy na dach skąd rozciągał się widok na prawie cały Manhattan otoczony łuną kolorowych świateł. Usiadłam na chłodnym betonie robiąc też miejsce dla Sin. Usiadła obok patrząc w dal. Tak to zdecydowanie był widok który zapierał dech w piersiach, ja jednak skupiłam uwagę na pudełku i jego zawartości. Zabrałam się za mozolne skręcanie jointa. Niezbyt mocnego. Takiego, który tylko podjudza emocje, a nie ucisza je całkowicie. Choć miałam wrażenie, że w każdej chwili te toczące zaciętą walkę w moim wnętrzu rozewrą mnie na strzępy, nie tego teraz potrzebowałam. Chciałam czuć i przede wszystkim chciałam żeby Sin czuła. Podpaliłam skręta, mocno zaciągając się dymem.
- Twoja kolej - podałam jej rażącego się jointa.

Sinoite? Wyczuwam dobrą atmosferę na palenie po studencku ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz