niedziela, 10 września 2017

Od Sloanne CD Sinoite

- Jesteś piękna - wyszeptałam, chwytając między palcami jeden z jej liliowo niebieskich kosmyków. Uśmiechnęła się drwiąco i podsunęła mi jointa. Zaciągałam się dopóki nie cofnęła dłoni znów umieszczając ją nieco nad moją głową.
- Brzydko piękna - w jej słowach nieznacznie pobrzmiewała gorycz. Uniosłam się, dosięgając jej warg i wydychając dym prosto w jej cudownie miękkie usta. Pocałowałam ją mocno, myśląc o tym jak łatwo  te pocałunki stały się jedynym co zaprzątało moje myśli. Cała Sinoite podstępem wkradła się do mojej głowy odbierając mi zdolność racjonalnego myślenia. Znów opadłam na beton, a moje spojrzenie ślizgało się po krągłościach jej zaczerwienionych policzków, pociągających, lekko rozchylonych wargach aż w końcu utkwiłam wzrok w jej oczach. Patrzyła prosto na mnie, a pod jej spojrzeniem czułam się zupełnie naga, nie miałam nic od ukrycia.
- Chyba się zakochałam - prawie nie poruszałam wargami wypowiadając te słowa, były ciche jak tchnienie wiatru, jednak ona musiała je usłyszeć bo pokręciła głową z nieodgadnionym wyrazem twarzy i położyła się obok mnie. Gwiazdy nad nami zdawały się wisieć w zasięgu ręki, cały wszechświat wydawał się tylko czekać na nasz ruch, ale my nadal trwałyśmy w miejscu ciesząc się tym, że chociaż przez chwilę nie jesteśmy same, że mamy siebie nawzajem. Bo właśnie takie miałam wrażenie, czując ciepło Sin tuż obok mnie. Odnalazłam jej dłoń i splotłam nasze palce, zastanawiając się nad tym czy jeszcze kiedyś będzie mi dane poczuć jej dotyk. Teraz byłam pewna, że chwila obecna mi nie wystarczy, potrzebowałam więcej, chciałam być pewna, że to co mamy nie ucieknie wraz z wschodem słońca i jednocześnie byłam boleśnie świadoma tego, że wciąż jeszcze mam drogę ucieczki, mogę się wycofać. Jedyne czego chciałam to nie musieć znosić bólu, nigdy więcej, ale wiedziałam aż nazbyt dobrze, że miłość ciągnie za sobą cierpienie. Wyobraziłam sobie, że spadam w objęciach Sinoite, a jej dotyk jest ostatnim co czuję. Czy tak nie byłoby prościej?
- Powinnyśmy już iść spać - westchnęłam, usilnie próbując się skupić. Wstałam, pomagając Sin. Wróciłyśmy do pokoju i położyłyśmy się obok siebie. W ciemności słyszałam jej urywany oddech. Zacisnęłam powieki wmawiając sobie, że potrafię zasnąć. Na próżno.
- Ja tak nie potrafię - wyznałam, odwracając się do niej. Uważnie obserwowałam jej profil, jej na wpół przymknięte oczy otoczone długimi rzęsami. - Musimy porozmawiać.
- Nie mamy o czym - zauważyła sennie Sin.
- No właśnie. Bo jeszcze tego nie nazwałyśmy, ale to coś potrzebuje nazwy. Zwariuję jeśli nic nie zrobimy - podniosłam się gwałtownie.
- A co byś chciała zrobić? - Sin posłała mi pełne zwątpienia spojrzenie. Boże, ona naprawdę była piękna.
- Nie mam pojęcia - jęknęłam, znów opadając na poduszki. - Ale to wszystko sprawia, że mam ochotę krzyczeć.
- Lepiej idź spać - w jej głosie pobrzmiewał uśmiech. Odwróciłam się do niej plecami i znowu zamknęłam oczy licząc na sen. Odpływając w krainę Morfeusza podjęłam ostateczną decyzję: nie dam się ponieść emocjom, nie będę cierpieć, bez względu na to jak dużo wysiłku będzie mnie to kosztowało.

Sin? Rozdział strasznie mi się nie podoba, ale jestem w takim nastroju z którego po prostu nic dobrego nie ma prawa wyjść, więc taki już zostanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz